wtorek, 19 lipca 2011

Jak to się zaczęło

Generalnie mój świat jest pełen logiki i nie przyjmuje za własne nowych wartości bez uprzedniego sprawdzenia czy mają jakiś sens i pasują jakoś do żmudnie zbudowanego poprzednio systemu. Nowy element wiedzy i doświadczenia nie powinien burzyć istniejacych struktur. Świat tarota jest trochę inny i dlatego tak bardzo kuszącym było jego poznanie. Tutaj system jest chyba inny. Przyjmujemy do wiadomości pewne fakty, które są często szalone i trudne do uwierzenia. Szczególnie na początku nie widać w tym w ogóle żadnego sensu. Po jakimś czasie jednak wszystko układa się w pewną całość. Czasem nawet daje się logicznie wytlumaczyć. Dla nieskomplikowanych umysłów są zabobony i proste recepty jak unikać pecha. Dla myślących, otwartych ludzi jest obserwacja tego co się dzieje dookoła i świadoma reakcja. Jest też możliwość dialogu z wewnętrznym Ja, a także współpracy. Trzeba ustalić warunki, sposoby i cele. Talia zwykłych kart może być bardzo pomocnym narzędziem w poznaniu samego siebie i całego świata dokoła, ale jest to sam w sobie osobny temat.

Jestem numerologiczna jedynka. Ja wiem, że zrozumienie zasad działania pewnych mechanizmów odbiera całą atmosferę mistyki i niesamowitości. Pewnie dlatego wiele ludzi trwa przy nabytej jakoś konwencji czarów. Nie mam zamiaru nikomu tego odbierać ani wyśmiewać się. Moja data urodzenia redukuje się do liczby 1, więc kartą mojej duszy jest I Mag czy Czarodziej. Przy całym szacunku do czarów uważam, że dobrze jest znać swoje rzemiosło niezależnie od tego co się robi. Jeśli praktykuje się wystarczająco często i długo to kółka fortuny się zazębią, zaskoczą i słoneczko dla nas zaświeci, pozwalając wyjść z cienia chmur niewiedzy. Kartą mojej osobowości jest 19 czyli XIX Słońce, Pomiędzy jest zwykle Karta Ukrytego Czynnika, a w moim wypadku to także karta Nauczyciel - X Koło Fortuny.  

Moja przygoda z tarotem zaczęła się przez internet. Później dostrzegłem, że wiele ludzi zagląda na rozmaite portale tarotowe aby „rozrzucić” karty. W moim przypadku była to najpierw rozmowa z przyjaciółką zainspirowana kartami. Na stronę darmowego tarota polazłem tej samej nocy aby ze zdziwieniem zobaczyć, że gdziekolwiek nie pójdę to pokazują mi się te same lub bardzo podobne karty. Poczułem dreszcz, wyzwanie i nieprzepartą potrzebę posiadania własnej talii, aby dokładniej zbadać ten fenomen.

Pierwsze problemy to próba zrozumienia co karty mówią, bo że mówią to nikt nie kwestionuje. Takie jest, o ile wiem doświadczenie wszystkich zapoznających się właśnie z kartami Tarota. Pomocne okazały się do pewnego tylko stopnia książki dostępne na rynku. Same broszurki dolączane do talii przez wydawcę są mało przydatne. Skrócona i uproszczona wersja znaczenia każdej karty najczęściej przeszkadza w usłyszeniu co wylosowana grupa kart ma do powiedzenia. Tak jak na internecie, mechaniczne zautomatyzowane pokazanie nalepki ze znaczeniem danej karty najczęściej nie wywołuje żadnego drgania czy rezonansu w duszy. Brak poczucia odwołania do faktów z życia albo własnych, zdawałoby się skrywanych myśli. Ta część jest chyba najbardziej czarująca i ujmująca. Karty potrafią wypowiedzieć nasze ukryte głęboko myśli! Taki syndrom konia, który mówi. Wielu z nas chyba przeżyło taki moment zaskoczenia „Och, ten koń potrafi mówić!!!”. Refleksje nad tym, jak to w ogóle możliwe, że ktoś jeszcze wie.

Powoli czary znikają z naszego życia. Coraz ich mniej tak jak i prawdziwych cyganów, więc dlaczego koni żal? Czasem, a najczęściej przejazdem obserwuję lokalne targi okultyzmu/ezoteryki i przy nawale nowych technologi dziwią kolejki przed wejściem. Wygląda jakby każdy przyszedł trochę wcześniej, jeszcze przed otwarciem, aby uszczknąć trochę tych czarów dla siebie. Na co dzień większość twierdzi, że w ogóle w magię nie wierzy. Może każdemu z nas jednak trochę tej wiary w czary potrzeba. Choćby po to aby móc zgonić to, co nieznane, niezrozumiałe na złe moce, albo na... przeznaczenie.